niedziela, 15 listopada 2015

O braku uczuć....

Hej tu znowu ja :).
Dzisiaj opiszę historię swoich 4 koni. Każdy z tej czwórki został uratowany...każde z nich czekało na śmierć.
Tosiek-
5 lat, szczęśliwa mieszanka fryza i hanowera w jednym. Jednak nie zawsze tak było...3 lata temu jego "właściciel" chciał sprzedać go do rzeźni. Powód hmmm konik miał zbyt brzydki pyszczek... Tata szybko odkupił tego konika :) I teraz Tosiek bryka po łące lub skubie mnie po włosach. I wcale nie ma brzydkiego pyszczka!
Kama -3.5 roku. Szczęśliwa mieszanka arabopodobna. Została znaleziona w ... Lesie! Kto ją tam zostawił? Nie wiadomo. Jedno jest pewne gdyby mój tata jej nie znalazł umarłaby...Dzisiaj jest mamą bliźniaków-Nobla i Migotki. Kocha jeść marchewki :)
Luśka -4 lata. Wariatka taka, że uciekać jak najdalej :) Właściciel oddał nam ją chorą i chudą tak, że żebra było widać. Prawie sierści nie miała i gdy ją zabieraliśmy musieliśmy wyciągać ją z ponad metrowego gnojowiska... Dziś szczęśliwa i najedzona. Zawsze chętnie kładzie się by...podrapać ją po brzuchu!
Gama-16 lat. Została znaleziona na polu. Przyczepiona ok. 10 cm sznurkiem w zimie. Miałam wtedy 6 lat i nie pamiętam tego. Wiem, że to był nasz pierwszy koń. Ile tam stała na polu bez jedzenia i picia? Prawdopodobnie z półtora tygodnia. Kiedy mama ją znalazła to Gama ledwo stała na nogach...mama ledwo przyniosła ją na podwórko... Minęło kilka lat... Gama jest dzisiaj szczęśliwą staruszką, choć nieco kapryśną :) Kocham je wszystkie i nie rozumiem ludzi którzy tak bestialsko je traktują .
Sadi

2 komentarze:

  1. Wow, jak tak można... Dobrze, że je przygarnęłaś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ej o czym wy w końcu piszecie ten blog? O sobie czy o howrse? Bez sensu

    OdpowiedzUsuń